Byłam z Babcią i Hanią w Chałupach. Obiady jadłyśmy w restauracji "Surf Messa" prowadzonej przez wujka Filipa. Oczywiście była tam ciocia Zuzia i Mati. Byłyśmy na wycieczce w Helu w fokarium ; poprawka:
byliśmy, bo z Matim. W połowie wyjazdu wyjechała Babcia, a przyjechała Mama i ciocia Jula (ciocia Jula była na dwa dni). Miałam też dwie lekcje windsurfingu. Było na nich
superfajnie. OCZYWIŚCIE, chodziłyśmy na plażę, a raz z wujkiem Filipem weszłam do morza i próbowałam pływać z pomocą fal. Na plaży czytałam książki p.t. "Piętnastoletni kapitan" autorstwa Verne'a i pierwszy tom cyklu "Felix, Net i Nika". Kupiłyśmy też w takim sklepiku siatki na rybki i z molo łowiłyśmy rybki i meduzy które nie parzyły. Kiedy wracałyśmy do domu, układałam limeryki. Ten pomysł podsunął wujek. Oto one:
1.
Pewien chłop nazywał się Chłop
zobaczył ptaka o nazwie drop,
najpierw się pluskał,
potem się łuskał,
i stanął słupka jak kot.
2.
W Warszawie mieszkał Pan Twardowski,
spotkał tam braci Stańczykowskich.
Zrobili nocleg w karczmie "Pod Jabłkiem",
potem popłynęli statkiem,
aż skamieniał Stańczykowski.
a to są zdjęcia:
tu ja jestem